Aktualności · Gmina Choszczno
320 metrów nad naszymi głowami. Mieszkańcy domagają się rozsądku i proporcji.
Mieszkańcy mówią: STOP tej skali inwestycji. Planowane konstrukcje aż 320 m wysokości — wyższe niż Pałac Kultury — zmieniłyby horyzont Suliszewa, Korytowa, Zamęcina i wielu innych miejscowości w gminie Choszczno.
320 metrów nad naszymi głowami. Mieszkańcy domagają się rozsądku i proporcji. Mówią: STOP tej skali inwestycji.
Poranek w gminie nie zaczyna się od wielkich słów. Zaczyna się zwyczajnie. Ktoś nastawia wodę na kawę. Ktoś wychodzi nakarmić kury. Ktoś otwiera bramę, bo trzeba jechać do pracy. Ktoś patrzy przez okno na pole, które zna od dziecka, na drogę, którą chodził do szkoły, na drzewa, które rosły powoli i cierpliwie.
Suliszewo. Korytowo. Zamęcin. Radaczewo. Bonin. Sławęcin. Wardyń. Raduń. Piasecznik. I wiele innych miejscowości, które dla kogoś z zewnątrz są tylko nazwą na mapie.
Dla mieszkańców są czymś więcej.
Są domem.
Dom nie zaczyna się od granicy działki. Zaczyna się od drogi, którą wracasz po pracy. Od widoku za oknem. Od ciszy, którą poznajesz po latach. Od krajobrazu, który nie potrzebuje reklamy, bo jest częścią życia.
I właśnie w tym krajobrazie może pojawić się konstrukcja wysoka na około 320 metrów. Wyższa niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie.
Nie jako obrazek w folderze inwestora.
Nie jako kreska na technicznej mapie.
Tylko jako realna, stalowa obecność w przestrzeni, w której ludzie mieszkają, pracują, wychowują dzieci, uprawiają ziemię, spłacają kredyty, remontują domy i budują dorobek całego życia.
To nie jest mała zmiana.
To nie jest przestawienie znaku drogowego.
To jest zmiana horyzontu.
A gdy zmienia się horyzont, zmienia się coś więcej niż widok.
Zmienia się poczucie miejsca.
Tak dla ekologii. Nie dla narzucania skali.
Zanim ktoś powie: „a wolicie smog?”, zatrzymajmy się.
To nie jest wybór między smogiem a wiatrakami. To nie jest wybór między czystym powietrzem a zacofaniem. Nikt rozsądny nie chce kopcących kominów, brudnego powietrza i świata, w którym dzieci oddychają tym, czego dorośli nie potrafili uporządkować.
Ale mieszkańcy nie muszą być przeciwnikami odnawialnych źródeł energii, żeby sprzeciwiać się konkretnej lokalizacji, konkretnej skali i konkretnemu sposobowi prowadzenia sprawy.
Pod hasłem „zielonej energii” nie można oczekiwać, że ludzie bez słowa zaakceptują każdą inwestycję, w każdej skali i w każdym miejscu.
Można być za czystą energią i jednocześnie powiedzieć:
nie chcemy tej skali inwestycji w takim sąsiedztwie naszych miejscowości.
Można rozumieć potrzebę zmian i jednocześnie domagać się proporcji.
Można popierać rozwój i jednocześnie bronić domu.
To nie jest sprzeczność.
To jest zdrowy rozsądek.
Mieszkańcy reagują teraz, bo później może być za późno.
W latach 2024–2026 Rada Miejska w Choszcznie podejmowała uchwały dotyczące przystąpienia do sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla terenów obejmujących liczne obręby naszej gminy.
Na liście znalazły się między innymi: Suliszewo, Rzeczki, Rzecko, Wardyń, Chełpa, Baczyn, Smoleń, Raduń, Korytowo, Krzowiec, Stawin, Gleźno, Koplin, Rudniki, Zamęcin, Wysokie, Nowe Żeńsko, Zwierzyn, Stary Klukom, Bonin, Piasecznik, Radaczewo oraz Sławęcin.
Ktoś powie: „To tylko początek procedury”.
Formalnie może mieć rację.
Ale każda duża sprawa zaczyna się od pierwszego kroku. Najpierw uchwała. Potem plan. Potem uzgodnienia, kolejne dokumenty, terminy i analizy. Mapa robi się coraz bardziej szczegółowa, a mieszkańcy często słyszą na końcu:
„Trzeba było interesować się wcześniej”.
No właśnie.
Dlatego mieszkańcy interesują się teraz.
Na początku.
Zanim wszystko zostanie nazwane „zaawansowanym etapem”. Zanim pojawi się argument, że szkoda już kosztów, czasu, analiz i pracy. Zanim mieszkańcom zostanie tylko rola widzów we własnej gminie.
Nie ma już miejsca na opowieść, że mieszkańcy „nie rozumieją procedury”.
Rozumieją aż za dobrze.
Rozumieją, że procedura jest początkiem drogi. Rozumieją, że jeśli nie zatrzyma się złego kierunku na początku, później będzie coraz trudniej.
I właśnie dlatego wielu mieszkańców mówi jasno:
nie chcemy takich inwestycji w tej skali i w takim sąsiedztwie naszych miejscowości.
Dom to nie załącznik do uchwały.
Dla inwestora teren może być lokalizacją. Dla urzędnika obrębem. Dla projektanta załącznikiem graficznym.
Dla mieszkańca to dom, ogród, pole, gospodarstwo, działka po rodzicach, miejsce, które często powstawało latami.
Najpierw fundament. Potem dach. Płot. Drzewka owocowe. Huśtawka dla dzieci. Ławka przed domem, na której człowiek siada wieczorem, gdy dzień wreszcie trochę odpuści.
Tego nie da się sprowadzić do koloru na mapie.
Nie da się tego przeliczyć jednym zdaniem: „gmina może mieć wpływy”.
Bo gmina to nie tylko budżet.
Gmina to ludzie.
A ludzie nie żyją w tabelach.
Żyją w domach.
Jeżeli w pobliżu miejscowości mogą pojawić się konstrukcje o wysokości około 320 metrów, mieszkańcy mają pełne prawo powiedzieć:
nie zgadzamy się na taki kierunek zmian.
Nie dlatego, że są przeciwko rozwojowi.
Ale dlatego, że rozwój nie może odbywać się kosztem ludzi, którzy tu mieszkają.
„Najpierw procedura, potem rozmowa” — to zła kolejność.
Słyszymy dziś, że uchwały są dopiero początkiem procedury, że później będą analizy, uwagi i konsultacje.
Ale właśnie w tym słowie „później” kryje się cały problem.
Mieszkańcy nie chcą być zapraszani do rozmowy wtedy, gdy kierunek został już wyznaczony. Nie chcą uczestniczyć w procesie, który ruszył bez wyraźnego mandatu społecznego.
Przy decyzjach tej wielkości pytanie powinno paść wcześniej:
czy mieszkańcy w ogóle akceptują taki kierunek zmian?
Nie po cichu.
Nie drobnym drukiem.
Tylko jasno.
Po ludzku.
W miejscowościach, których to dotyczy.
Bo to nie mieszkańcy mają udowadniać, że ich domy, krajobraz i spokój są ważne.
To władze powinny najpierw zapytać, czy taka skala zmian jest w ogóle do przyjęcia.
To nie jest sprawa jednej wsi.
Ktoś może próbować sprowadzić temat do kilku miejscowości i powiedzieć: „to nie dotyczy miasta, to gdzieś tam, za polami”.
Ale Gmina Choszczno to jeden organizm. Miasto, sołectwa, pola, lasy, jeziora i ludzie są częścią tej samej wspólnoty.
Kto mieszka w Choszcznie, jeździ przez te miejscowości. Kto mieszka na wsi, załatwia sprawy w mieście. Granice obrębów nie są granicami życia.
Dziś temat dotyczy terenów wiejskich.
Jutro inna decyzja może dotyczyć miasta.
Samorząd działa dobrze tylko wtedy, gdy mieszkańcy nie odwracają wzroku od spraw sąsiadów.
Radni zostali wybrani przez mieszkańców, nie przez inwestorów.
W tej sprawie pojawia się wiele tłumaczeń: że to procedura, że ktoś inny powinien był informować, że odpowiedzialność leży gdzie indziej.
Ale mieszkańcy mają prawo przypomnieć jedną prostą rzecz:
radni zostali wybrani przez mieszkańców.
Nie przez inwestorów.
Nie przez firmy zainteresowane lokalizacją instalacji.
Nie przez autorów zielonych prezentacji.
Radny ma prawo pytać i słuchać, ale jego podstawowym obowiązkiem jest reprezentowanie mieszkańców i pilnowanie interesu wspólnoty.
Radny nie jest od tego, żeby uspokajać ludzi językiem procedury.
Jest od tego, żeby sprawdzić, czy za procedurą nie znika człowiek.
Jeżeli mieszkańcy mówią jasno, że nie chcą tej skali inwestycji w swoim sąsiedztwie, nie wolno sprowadzać ich stanowiska do „emocji”, „polityki” albo „braku wiedzy”.
To jest głos mieszkańców.
I powinien zostać potraktowany poważnie.
Kto za tym stoi?
Za tą inicjatywą stoją mieszkańcy.
Nie wielka machina.
Nie sztab reklamowy.
Nie agencja od wizerunku.
Stoją za nią sąsiedzi, rolnicy, właściciele domów, rodzice i osoby starsze. Ludzie, którzy po pracy drukują dokumenty, noszą listy, pukają do drzwi i rozmawiają z sąsiadami.
To nie jest kampania przeciwko gminie.
To nie jest działanie przeciwko samorządowi.
Obywatelska inicjatywa uchwałodawcza nie jest awanturą. Jest demokratycznym narzędziem.
Jeżeli ktoś mówi o przejrzystości, powinien również uznać, że mieszkańcy mają prawo organizować się, zbierać podpisy i wnosić własny projekt uchwały.
Nie tylko słuchać i czekać.
Ale działać.
To nie jest prośba o kolejną debatę. To jest obywatelski sprzeciw.
Mieszkańcy nie zbierają podpisów po to, żeby poprosić o jeszcze jedno spotkanie czy wysłuchać kolejnej prezentacji.
Mieszkańcy zbierają podpisy pod obywatelskim projektem uchwały, ponieważ chcą uchylenia uchwał otwierających drogę do tej skali inwestycji.
To jest sedno sprawy.
Gdy mieszkańcy zaczynają mówić własnym głosem, bardzo łatwo przykleić im etykietę: „polityka”, „emocje”, „straszenie”.
Ale podpis pod obywatelskim projektem uchwały to nie jest polityczna gra.
To głos człowieka, który mówi:
nie chcę, aby o przyszłości mojego domu, mojej miejscowości i mojego krajobrazu decydowano bez realnej zgody mieszkańców.
Mieszkańcu Gminy Choszczno!
Jeżeli zobaczysz osobę zbierającą podpisy — zatrzymaj się na chwilę. Przeczytaj projekt, zapytaj, czego dotyczy i zdecyduj.
Jeżeli uważasz, że mieszkańcy powinni zatrzymać ten kierunek zmian, podpisz obywatelski projekt uchwały.
Nie dla polityki.
Nie dla awantury.
Ale dla prawa mieszkańców do obrony swojego domu, krajobrazu i przyszłości gminy.
Każdy podpis jest sygnałem, że mieszkańcy nie są tłem dla decyzji podejmowanych w ich sprawie.
Bo Choszczno to nie tylko uchwały, mapy i procedury.
Choszczno to mieszkańcy.
A kiedy mieszkańcy mówią „dość”, samorząd powinien ich usłyszeć.
Więcej informacji o inicjatywie, miejscowościach i punktach zbiórki: TuChoszczno.pl