Aktualności · Gmina Choszczno
Brumm. Niemcy już to słyszą.
Niski, uporczywy brum z niemieckich turbin 250 m doprowadził do skarg, pomiarów i rozbiórki. W gminie Choszczno planuje się turbiny o wysokości 300-320 m. Gdzie są twarde dane z eksploatacji?
Dźwięk. Zwykły, monotonny dźwięk, który potrafi zmienić technologiczny triumf w kompletną katastrofę.
Kiedy myślimy o zielonej transformacji i nowoczesnej energii, przed oczami stają nam piękne, białe turbiny wiatrowe. Mają pracować gdzieś w tle, niemal niezauważalnie, idealnie wpisując się w krajobraz i, co najważniejsze, w rygorystyczne normy techniczne. Wszystko zgodnie z procedurami, tabelkami i kolorowymi prezentacjami inwestorów.
Aż nagle w niemieckiej prasie zaczyna triumfować jedno, krótkie słowo: Brumm.
Nasi zachodni sąsiedzi mają niezwykły dar do tworzenia bardzo precyzyjnych określeń. Brumm, czy też po polsku po prostu: brum lub buczenie, to nie jest zwykły, romantyczny szum wiatru łapanego w wielkie skrzydła. To niski, uporczywy, monotonny dźwięk o niskiej częstotliwości. I otóż okazuje się, że to właśnie słowo powinno dziś stać się kluczem do dyskusji w każdej polskiej gminie, która planuje u siebie instalację gigantycznych wiatraków.
Dlaczego o tym mówię? Spójrzmy na fakty i na to, co wydarzyło się za naszą zachodnią granicą.
W debacie publicznej jak mantra powraca jedno zdanie: „Wszystko będzie zgodne z normami”. Brzmi to szalenie uspokajająco. Problem polega na tym, że życie ma tę mało elegancką cechę, iż weryfikuje foldery reklamowe dopiero wtedy, gdy wielomilionowa inwestycja już stoi. A wtedy problemem nie martwi się projektant ani radny, który podniósł rękę za uchwałą. Zostają z nim mieszkańcy.
Niemcy w swoich raportach używają pojęć takich jak Brummton czy tieffrequente Brummgeräusche, czyli dźwięki o niskiej częstotliwości i hałas tonalny. Nie mówimy tu o decybelach, które łatwo zmierzyć prostym przyrządem na polu. Mówimy o dźwięku, który według relacji ludzi potrafi bezlitośnie wejść w tło domu. Jest słyszalny nocą, kiedy cichnie miasto i wieś. Co gorsza, potrafi przenikać przez zamknięte okna.
Przenieśmy się na chwilę do Harthau w saksońskiej gminie Oberwiera. Postawiono tam nowoczesną turbinę marki Vestas. Prawdziwy kolos: 250 metrów wysokości całkowitej, moc 6 megawatów, koszt, bagatela, około 10 milionów euro. Na papierze: majstersztyk inżynierii. W praktyce: niemal natychmiast po uruchomieniu ruszyła lawina skarg na uciążliwy, niski brum.
Co ciekawe, inwestor nie zbył mieszkańców machnięciem ręki. Podjęto próby ratowania sytuacji: wprowadzono nocne ograniczenia pracy, a nawet wymieniono przekładnię. To kluczowy dowód na to, że problem nie był jedynie kwestią „przewrażliwienia” lokalnej społeczności, ale realną wadą technologiczną. Efekt? Po zaledwie dwóch i pół roku pracy zapadła decyzja o... całkowitej rozbiórce tej nowoczesnej maszyny.
Drugi przypadek to Windpark Königseiche w Badenii-Wirtembergii. Dwie turbiny o wysokości blisko 240 metrów. Scenariusz podobny: skargi na permanentne buczenie. Tutaj jednak sprawą zajęli się niezależni eksperci z renomowanego instytutu DEKRA. Wynik oficjalnych pomiarów? Potwierdzono występowanie niedopuszczalnego hałasu tonalnego.
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Dlaczego te dwa niemieckie przypadki są dla nas tak szalenie istotne?
Otóż obie te historie dotyczą konstrukcji o wysokości od 238 do 250 metrów. Tymczasem w Polsce, choćby w debacie dotyczącej gminy Choszczno, pojawiają się plany budowy turbin o wysokości sięgającej... 300, a nawet 320 metrów.
Wyobraźcie sobie Państwo tę skalę. Mówimy o obiektach, które swoją wysokością przewyższają najwyższe wieżowce w kraju, z warszawskim Varso Tower włącznie. To są gigantyczne, przemysłowe konstrukcje dominujące nad całym krajobrazem. Jeżeli zatem nasi sąsiedzi, dysponujący ogromnym doświadczeniem w energetyce wiatrowej, napotykają poważne problemy z emisją uciążliwych dźwięków przy maszynach 250-metrowych, to na jakiej podstawie logicznej mamy wierzyć, że konstrukcje o 70 metrów wyższe będą całkowicie bezgłośne?
Papier i komputerowe symulacje przyjmą każdą prognozę. Jednak odpowiedzialne podejście wymaga zadania jednego, fundamentalnego pytania: gdzie są realne wyniki badań i pomiarów akustycznych z miejsc, w których turbiny o wysokości 320 metrów już stoją, pracują i bezpośrednio sąsiadują z domami mieszkalnymi?
Nie interesują nas foldery handlowe producenta. Interesują nas twarde dane z rzeczywistej, kilkuletniej eksploatacji. Jeśli takich danych nie ma, to znaczy, że mieszkańcom proponuje się udział w eksperymencie. Eksperymencie na ich własnym zdrowiu, komforcie snu i wartości ich życiowego dobytku.
Niemieckie lekcje z Brumm uczą przede wszystkim jednej rzeczy: pokory wobec technologii. Normy prawne są potrzebne, ale nie zastąpią zdrowego rozsądku. Dlatego tak ważne jest zachowanie właściwej kolejności działań, która w nauce i odpowiedzialnym biznesie obowiązuje od zawsze: najpierw twarde dowody i doświadczenie, a dopiero potem ostateczna decyzja. Nigdy odwrotnie.